Tytus DzialynskiW 2026 roku będziemy obchodzić stulecie śmierci Anny Potockiej z Działyńskich, właścicielki dóbr rymanowskich. Stary ród Działyńskich, wywodzący swe początki od rycerzy walczących pod sztandarami króla Władysława Jagiełły, przeżywał w XVI w. apogeum świetności. W następnych dwóch stuleciach zabrakło wszakże wybitnych indywidualności, które zdołałyby podtrzymać prestiż rodu. Dopiero w XIX wieku, hrabia Tytus Działyński i jego syn Jan, przywrócili rodowemu nazwisku dawny blask i pozycję. Z okazji zbliżającego się jubileuszu pragniemy przypomnieć, na łamach „Naszego Rymanowa”, sylwetki wybitnych przodków Anny Działyńskiej, którzy dobrze zasłużyli się dla Rzeczypospolitej. Niewątpliwie taką postacią był ojciec Anny, Tytus Działyński. Za swojego przodka uważał Wojciecha z Kościelca, wojewodę kujawskiego, który w 1332 roku obronił zamek w Pakości przed najazdem Krzyżaków. Ojciec Tytusa, Ksawery (1756-1819), rozpoczął swoją karierę w wieku 26 lat, zostając posłem na sejm w 1782 roku. Podczas Sejmu Wielkiego był członkiem sądu sejmowego i uczestniczył w opracowywaniu projektów reform. Za udział w powstaniu kościuszkowskim został aresztowany i osadzony w twierdzy Spandau. Po zwolnieniu z więzienia ożenił się z Justyną Dzieduszycką, córką Tadeusza Dzieduszyckiego, którego historycy uznają za jednego z najświatlejszych ludzi swojej epoki. Ksawery osiedlił się z żoną w Konarzewie pod Poznaniem i miał troje dzieci: Tytusa, Paulinę i Klaudynę. Klaudyna zapisała się w historii, jako samarytanka powstania listopadowego oraz opiekunka emigrantów polskich w Dreźnie, ciesząc się poważaniem Adama Mickiewicza, Wincentego Pola i Józefa Bema.

Adam Tytus Działyński urodził się 24 grudnia 1796 roku w poznańskim pałacu swojej babki. Pierwsze nauki pobierał w Konarzewie, a w 1807 roku ojciec wysłał go do szkoły irlandzkiej w Paryżu, która oferowała ogólną wiedzę, znajomość języków obcych oraz umiejętności potrzebne do życia towarzyskiego w arystokratycznych kręgach, takie jak rysunek, taniec i szermierka. Równocześnie Tytus uczęszczał do jednego z liceów paryskich o charakterze klasycznym.

Piotrus 03W masyw Piotrusia wprowadza szlak żółty, łączący Zawadkę Rymanowską ze Stasianiem. Koło cerkwi przekracza on szosę i kieruje się drogą pod górę. Po chwili prowadzi przez stary cmentarz greckokatolicki z kilkoma zachowanymi kamiennymi nagrobkami. Wyżej przechodzi pod linią energetyczną i w lesie sosnowym trawersuje wschodni stok Wołowego (521 m). Dalej obniża się w odludną dolinę Kamionki (Białego), z której wspina się w kierunku szczytu. W połowie podejścia, pod spiętrzeniem stoku na wysokości około 560 m, w głazowisku bije wydajne źródło. Wyżej szlak osiąga główny grzbiet Piotrusia, którym doprowadza na jego zachodni szczyt (684 m), zwany dawniej Kaput Wald. Od niego trasa wiedzie ścieżką wzdłuż grzędy skalnej, bardzo stromo opadającej na północno wschodnią (lewą) stronę. Po 350 m zwraca uwagę głębokie rozcięcie grzędy, przez które przechodzi stara droga z Kamionki do Stasiania. To ważny punkt orientacyjny. Najwyższa kulminacja (728 m) ze znakiem triangulacyjnym jest 420 m dalej. Tuż za nią szlak skręca w prawo i obniża się w dolinę Jasiołki. Na wysokości około 600 m, tuż przed najbardziej skalistym odcinkiem zejścia, rdzawe otoczenie po lewej zdradza obecność silnie mineralizowanego źródełka - to tzw. Żelazna Woda.

Tyle zobaczymy przy trasie znakowanej biało żółtym kwadratem. Lasy masywu kryją jednak inne osobliwości.

PilsudskiDzieciństwo Józefa Piłsudskiego, jednego z najważniejszych przywódców w historii Polski, było okresem, który w sposób trwały ukształtował jego światopogląd, charakter i postawę wobec spraw narodowych. Przyszły Marszałek już od najmłodszych lat dojrzewał w atmosferze głębokiego patriotyzmu, pielęgnowanego świadomie i konsekwentnie w rodzinnym domu.

Józef Piłsudski urodził się 5 grudnia 1867 roku w Zułowie na Wileńszczyźnie, w rodzinie szlacheckiej o silnym poczuciu narodowej tożsamości. Dom Piłsudskich nie należał do zamożnych, ale był bogaty w tradycje i pamięć historyczną. Szczególną rolę w wychowaniu dzieci odegrała matka – Maria z Billewiczów Piłsudska, kobieta niezwykle silna duchowo, zaangażowana w działalność patriotyczną i wychowanie synów w duchu służby Polsce. To ona zaszczepiła w Józefie przekonanie, że miłość do ojczyzny jest obowiązkiem moralnym, a nie jedynie uczuciem.

Atmosfera domu była przesiąknięta wspomnieniami powstania styczniowego. Ojciec Józefa, Józef Wincenty Piłsudski, brał w nim udział, podobnie jak wielu krewnych. Choć powstanie zakończyło się klęską, w rodzinnych opowieściach nie było miejsca na rezygnację czy zwątpienie. Wręcz przeciwnie – dzieci uczono, że niepodległość jest celem, którego można nie doczekać, ale którego nie wolno porzucić. Te narracje budowały w młodym Piłsudskim przekonanie, że walka o wolność Polski jest zadaniem pokoleń.

W czasach nasilonej rusyfikacji patriotyczne wychowanie nabierało szczególnego znaczenia. W domu Piłsudskich pielęgnowano język polski, zakazaną historię i literaturę narodową. Czytano Mickiewicza i Słowackiego, wspominano bohaterów narodowych, uczono dzieci krytycznego myślenia wobec narzucanej przez zaborcę rzeczywistości. Szkoła rosyjska była dla Józefa źródłem buntu i sprzeciwu – nie tylko wobec przemocy systemu, ale także wobec prób wykorzenienia polskiej tożsamości.

PiotrusWyspowy masyw Piotrusia (728 m) jest najwyższy we wschodniej części Beskidu Dukielskiego. Ogólnie od południa i zachodu zamyka go dolina Jasiołki między Daliową a Zawadką Rymanowską, potok Daliówka od strony wschodniej oraz obniżenie Kamionki i Zawadki Rymanowskiej na północy. W tak zakreślonym obszarze obok góry tytułowej są jeszcze wzniesienia: Działu Szklarskiego (648 m) i Działu Kamiańskiego (657 m) w części wschodniej oraz Wołowego (521 m) w partii zachodniej. Wspomniane Działy oddziela od masywu właściwego droga leśna z Obłazu (parking na zachód od Daliowej) do Zawadki Rymanowskiej. Między Wołowym a Piotrusiem znajduje się głęboka i ciągle jeszcze dość dzika dolina potoku Kamianki (Białego).

Grzbiet masywu właściwego jest wyrównany. W środkowej jego części wznosi się kulminacja główna z punktem geodezyjnym (727,5 m). W 1962 r. zbudowano nad nim wysoką, drewnianą wieżę triangulacyjną, po której nie ma już dzisiaj śladu. Na południowym wschodzie grzbiet kończy ostry szczycik (698 m), a na północnym zachodzie szersze i bardziej kamieniste wyniesienie (684 m), zwane Kaput Wald. Grzbiet ma kształt łuku, co sprawia, że z każdej strony ma wygląd krótkiego, ale wyniosłego wału górskiego. Do tak zarysowanego szczytu nawiązuje druga jego nazwa - Płazyna (płazyna ‘płaszczyzna’). Udało mi się ją zapisać u Łemków z Daliowej w 1991 r. Pan Michał Krupej, opowiadając o przedwojennym Piotrusiu, mówił: „Idemy na boriwky na Płazynu”.

Pniak CzeslawJesienią 1994 roku, pożegnaliśmy Czesława Pniaka, lekarza, który swoje życie zawodowe związał z rodzinnym Rymanowem. Jego praca, oparta na ogromnym talencie, dużej pracowitości, wysokim zmyśle organizacyjnym oraz umiejętności współżycia z innymi, przyniosła wymierne efekty w naszym środowisku.

Czesław Pniak urodził się 9 czerwca 1934 roku w Rymanowie. Uczęszczał do Szkoły Podstawowej i Liceum Ogólnokształcącego w swoim rodzinnym mieście. W roku 1960 uzyskał dyplom lekarza na Akademii Medycznej w Lublinie. Po odbyciu stażu, rozpoczął praktykę lekarską, początkowo w PPU Rymanów Zdrój w sanatorium „Leliwa”. Następnie od 1961 roku, w Szpitalu Powiatowym w Krośnie, a w latach 1962 - 1967 w Ośrodku Zdrowia w Kobylanach, gdzie zdobył specjalizację z laryngologii. Z dniem 1 września 1967 roku przeniósł się do Przychodni Rejonowej w Rymanowie, gdzie w latach 1974 - 1994 pełnił funkcję kierownika tej placówki. Pracował również w rymanowskiej Spółdzielni Pracy Garbarskiej „Jedność”, później znanej pod nazwą „Asko”. W wyborach samorządowych do Rady Gminy w Rymanowie był wybierany dwukrotnie.

Miejscowość Kobylany i Łęki Dukielskie, położone z dala od głównych traktów, były miejscem, gdzie Czesław Pniak, jako lekarz zetknął się po raz pierwszy z pacjentami. Rozmawiałem z kilkoma mieszkańcami tych miejscowości, którzy dobrze pamiętają młodego lekarza. Jedna z nich opowiada: „była może czwarta nad ranem, pilne wezwanie doktora do mojej ośmioletniej córeczki. Diagnoza – ostre zapalenie płuc, szybka interwencja doktora przyniosła ulgę, dziecko zaczęło spokojnie oddychać, temperatura obniżyła się. Konieczna była jednak hospitalizacja, pamiętam, jak długo doktor Pniak próbował nas z żoną przekonywać, że dziecko powinno trafić do szpitala. Zgodziliśmy się. Ileż było później naszej radości, gdy widzieliśmy, że córeczka zdrowieje, że się uśmiecha, że doktor również ją odwiedzał w szpitalu. Wspaniały człowiek, nasz doktor”. Praca w tych miejscowościach i przyległych do nich wsiach wymagała dużych wyrzeczeń, gdyż nie jeden raz trzeba było liczyć na własne siły, wiedzę i intuicję. Zimą, w tym rejonie drogi były nieprzejezdne, autobusy nie kursowały, karetka pogotowia też nie docierała. Lekarz musiał być jednocześnie pediatrą, położnikiem, kardiologiem w jednej osobie. Tam w pierwszych miesiącach wytężonej pracy, jak mawiał doktor Pniak, „nauczyłem się prawdziwej medycyny”.

Kazimierz NowakWśród wielu wybitnych Polaków pochodzących z Kresów Wschodnich szczególne miejsce zajmuje Kazimierz Nowak – podróżnik, reporter i fotograf, który jako pierwszy człowiek na świecie samotnie przemierzył Afrykę z północy na południe i z powrotem. Jego niezwykła historia to opowieść o odwadze, wytrwałości i wierze w sens poznawania świata.

Kazimierz Nowak to jedna z najbardziej niezwykłych, a przez wiele lat zapomnianych postaci polskiego międzywojnia. Urodzony 11 stycznia 1897 roku w Stryju, na dawnych Kresach Wschodnich, wyrósł w świecie przenikania się kultur i tradycji. Ta kresowa otwartość, wrażliwość i ciekawość świata stały się fundamentem jego późniejszej pasji – podróżowania. Wyprawę życia czyli podróż przez Afrykę Nowak rozpoczął w 1931 roku. Przez pięć lat przemierzał kontynent różnymi środkami – rowerem, pieszo, konno, czółnem i wielbłądem. Pokonał ponad 40 tysięcy kilometrów, od Trypolisu w Libii po Przylądek Igielny w Republice Południowej Afryki i z powrotem. Podczas tej podróży zmagał się z chorobami, upałem i brakiem środków, ale nigdy nie stracił ducha. Z Afryki przesyłał do Polski swoje reportaże i fotografie, które publikowała prasa międzywojenna. Opisywał nie tylko piękno kontynentu, ale przede wszystkim ludzi – z szacunkiem i zrozumieniem, tak rzadkim w epoce kolonialnej.

Trudno nie zauważyć, że właśnie kresowe pochodzenie ukształtowało w Nowaku odwagę, wrażliwość i otwartość na różnorodność. Z tych samych ziem wywodzili się inni wybitni podróżnicy – Bronisław Piłsudski, badacz ludów Dalekiego Wschodu, oraz Ferdynand Ossendowski, autor słynnej książki Przez kraj ludzi, zwierząt i bogów. Wszyscy oni łączyli przygodę z nauką, pasję z refleksją i dowodzili, że Kresy były kolebką ludzi nieprzeciętnych duchem.

Po powrocie do kraju Kazimierz Nowak planował kolejne wyprawy, ale trudne warunki zdrowotne i wyczerpanie organizmu po pięcioletniej podróży doprowadziły do jego śmierci w 13 października 1937 roku, w wieku zaledwie czterdziestu lat.

Kamionka mapa nazewniczaNa początku 1995 r. udało mi się nawiązać kontakt korespondencyjny z rodziną Kobielka, wywodzącą się z Kamionki, a w 1945 r. wysiedloną do Złoczowa pod Lwowem. Już w pierwszym liście Olena i Petro przekazali mi wiele informacji o swojej wsi, ponadto dołączyli kserokopię zdjęcia przedwojennej świątyni. Kilka miesięcy później otrzymałem krótką informację, że pan Petro będzie w Polsce w ostatniej dekadzie czerwca i chciałby się ze mną spotkać. Wiadomość ta sprawiła mi dużą radość, bo dawała nadzieję na wspólny pobyt w Kamionce.

Pewnego letniego wieczora wjechał na nasze podwórko bus na ukraińskich numerach rejestracyjnych. Wysiadł z niego tylko pan Petro, liczący wówczas około 70 lat. Szybko przeszedł do nurtującej go od dziesięcioleci historii, którą tak zapamiętałem: „W 1945 r. wysiedlono nas z Kamionki. Gdy czekaliśmy na transport we Wróbliku, wiedzieliśmy, że jak ruszymy, bandyci będą chcieli odpiąć ostatnie wagony i zabrać nasze konie i krowy. Do pilnowania tych wagonów zgłosiło się kilku ochotników. Wśród nich był mój ojciec. Gdy pociąg ruszył, wagony ze zwierzętami odczepiono. Osoby, które tam były, zostały zastrzelone. Przyjechaliśmy szukać miejsca, gdzie leżą. Mamy ze sobą trumnę na szczątki”. Następnego dnia pojechaliśmy do domu burmistrza Jana Rajchla. On uświadomił nas, że oficjalna procedura ekshumacji jest bardzo skomplikowana, długa i trudna do przeprowadzenia. Udaliśmy się więc do sołtysa we Wróbliku Szlacheckim. Sens jego wypowiedzi był mniej więcej taki: „Szukajcie, kopcie, ale aby nikt tego nie widział. Ale proszę, nie jutro. Jutro jest u nas odpust”. Po dwóch dniach wieczorem ponownie na podwórko wjechał ukraiński bus. Tym razem z Kobielką wysiadło trzech młodych mężczyzn. „Przekopaliśmy tyle ziemi, ile trzeba wybrać na fundamenty wielkiego budynku. Ludzie przynosili nam picie, a nawet jedzenie. Starsi wskazywali inne miejsca. Szliśmy tam i zaczynaliśmy kopać. Nic nie znaleźliśmy. Na cmentarzu w Zyndranowej pochowamy pustą trumnę...”. 23 czerwca przed południem spotkaliśmy się w Kamionce. Petro Kobielka i Mychajło Zawojski oprowadzali mnie po swojej rodzinnej wsi.

Grzegorz z SanokaGrzegorz, przez Kraszewskiego nazywany Strzemieńczykiem, ma w Sanoku swój pomnik, ma ulicę, ma pamiątkowe tablice, ale tak naprawdę to niewiele o nim wiemy. Chciałabym Państwu przybliżyć tę postać i jak się Państwo przekonają, będzie to dobry wybór.

Grzegorz z Sanoka, herbu Strzemię, polski, rzymsko-katolicki duchowny, metropolita lwowski, profesor Akademii Krakowskiej, jeden z pierwszych przedstawicieli humanizmu renesansowego w Polsce, poeta. Był, prawdopodobnie, synem mieszczanina i ławnika sądu wyższego prawa niemieckiego na zamku w Sanoku – Piotra. Urodził się w roku 1406. Już za życia otaczały go kontrowersyjne opinie. Niejednoznaczność zaczyna się od daty narodzin; jedni podają 1406, inni 1407. Podobnie pochodzenie, w niektórych materiałach widnieje szlacheckie, w innych plebejskie. Tak też w wielu kwestiach dotyczących Grzegorza, od stylu życia po poglądy, oceny są różne. Niewiele mamy informacji o jego dzieciństwie. Według historyka Adama Fastnachta, jako 12-letni chłopiec uciekł z domu, prawdopodobnie z powodu bardzo rygorystycznych metod wychowawczych ojca i wędrował przez 10 lat po świecie. Dotarł aż za Łabę. Żył jako scholar( żak) w Niemczech. Uczęszczał do szkoły, gdy zatrzymał się w Krakowie, ale dopiero po powrocie z zachodu. Kiedy skończył 22 lata, wstąpił do Akademii Krakowskiej, gdzie, po czterech latach nauki uzyskał stopień bakałarza. Jego kolegą na studiach był m.in. Jan Długosz. Wcześniej przepisywał rękopisy, zajmował się muzyką i śpiewem. W latach 1433-37 sprawował funkcję wychowawcy synów wojewody krakowskiego, Jana Tarnowskiego. Wtedy też przyjął święcenia kapłańskie. Następnie wyjechał na studia do Rzymu. Oprócz studiów pracował jako kopista i muzyk w kancelarii papieża Eugeniusza IV. W Italii zetknął się z myślą humanistyczną i renesansem.