13 lipca 2025 r. – 82. rocznica apogeum zbrodni na Wołyniu
W letni poranek 11 lipca 1943 roku, podczas katolickiego święta – niedzieli – na Wołyniu rozegrała się jedna z najtragiczniejszych kart w historii stosunków polsko-ukraińskich. Ukraińska Powstańcza Armia (UPA), wspierana często przez miejscową ludność, przeprowadziła skoordynowany atak na blisko 100 polskich miejscowości. „Krwawa Niedziela” – jak nazwano ten dzień – stała się symbolem rzezi wołyńskiej, brutalnego ludobójstwa na ludności polskiej, a tym roku uznana została za święto państwowe.
Celem zbrodni było całkowite usunięcie Polaków z Wołynia i Małopolski Wschodniej. Ofiary były mordowane w sposób niewyobrażalnie okrutny – cięte siekierami, palone żywcem, rozrywane końmi. Napady rozpoczynały się zazwyczaj w czasie mszy świętej, kiedy ludność była zgromadzona w kościołach, bezbronna.
Historycy szacują, że tylko 11 lipca 1943 roku zginęło od 8 do 12 tysięcy Polaków. W całej rzezi wołyńsko-galicyjskiej liczba zamordowanych może sięgać nawet 100 tysięcy.
Ci, którym udało się przeżyć, często do dziś noszą w sobie niewyobrażalną traumę. Jedną z nich jest pani Stanisława Wiśniewska, w chwili zbrodni dziewięcioletnia dziewczynka z kolonii Parośla: „Obudziliśmy się nad ranem, usłyszeliśmy strzały i krzyki. Ojciec wybiegł z domu, żeby zobaczyć, co się dzieje. Już nie wrócił. Mama schowała mnie i siostrę pod sianem w stodole. Z tej kryjówki widziałam, jak nasi sąsiedzi ginęli – ci, których jeszcze wczoraj widziałam w kościele…”
Pan Henryk Kowalczyk, dziś mieszkający w Lublinie, jako dziecko stracił całą rodzinę: „Uciekaliśmy przez las, boso, głodni, przerażeni. Mama niosła brata na rękach, kiedy nagle padł strzał. Zginęła na miejscu. Mnie uratowała ukraińska sąsiadka, która ukryła mnie w piwnicy. Gdyby nie ona, nie byłoby mnie dziś tutaj.”
Wspomnienia te są nie tylko świadectwem przeszłości, ale i ostrzeżeniem dla przyszłych pokoleń – które zobowiązane są pamiętać i dbać o to, by nigdy nie zapomniano o tym, co wydarzyło się na Wołyniu.
Przez dekady temat rzezi wołyńskiej był przemilczany – najpierw przez komunistyczne władze PRL, potem przez obawy o relacje z Ukrainą. Dopiero w XXI wieku zaczęto otwarcie mówić o ludobójstwie. W 2016 roku Sejm RP przyjął uchwałę uznającą zbrodnię za ludobójstwo. W 2025 r., parlament niemal jednomyślnie potępił zbrodniarzy.
Wciąż jednak wiele miejsc kaźni pozostaje nieupamiętnionych, a tysiące ofiar nie ma nawet imienia ani grobu. Prace ekshumacyjne są wstrzymywane z powodów politycznych i nawet nasza bezgraniczna pomoc w czasie wojny Ukrainy z Rosją, na nic się zdała. Nadal musimy walczyć o prawdę.
82 lata po tamtych wydarzeniach, pamięć o Krwawej Niedzieli nadal jest wybiórcza. Próżno szukać uroczystości i upamiętnień. Mordowanie Kresowian spowszedniało, przecież to było tak dawno, po co rozdrapywać rany.. Ale pamiętajmy, że naród który traci pamięć, straci i tożsamość
K.Buczek



