z kresowJózef Piłsudski powiedział kiedyś, że: „naród, który traci pamięć, staje się jedynie zbiorem ludzi, czasowo zajmującym dane terytorium”. Skoro marszałek wiedział o tym sto lat temu, to jak dzisiaj możemy nazwać naród, który celowo usuwa, pomija, subtelnie wypycha ze swojej przestrzeni społecznej pamięć o miejscach i ludziach, którzy za ten naród ponieśli najwyższą ofiarę?

Był taki czas, kiedy wschodnie województwa II Rzeczypospolitej stały się ołtarzem, na którym ukraińscy zbrodniarze przelali krew setek tysięcy niewinnych osób, ludzi których jedyną winą było to, że byli Polakami. Ten bezrozumny, bestialski, wręcz satanistyczny obłęd w imię którego niemowlęta nadziewano na sztachety, gwałcono córki na oczach ich ojców i ćwiartowano starców, nazywał się ukraiński nacjonalizm. Bestie, które tego dokonywały mają swoje imiona i nazwiska, miejsca pochodzenia, zamieszkania – jednak, jak dotąd, nie zostały w pełni rozliczone. Potrafimy skutecznie ścigać zbrodniarzy niemieckich, sowieckich, co więc stoi na przeszkodzie, aby z równym zaangażowaniem rozliczyć i ukraińskich?

Pytanie, niemalże retoryczne i bez odpowiedzi. Wmawia się nam, że zawsze jest zły czas: w okresie PRL pamięć o Kresach była zakazana, by nie drażnić sowieckiego „Wielkiego Brata”, w latach 90. tych, przekonywano, że jak państwowość ukraińska okrzepnie, to wszystko wyjaśnimy. Na to nałożyła się jeszcze, nieszczęsna doktryna Jerzego Giedroycia, który w imię dobrych relacji z Ukraińcami, postulował „totalne pojednanie” i niemalże likwidację pamięci o wschodnich województwach II Rzeczypospolitej. XXI wiek jest również „złym czasem”, bo najpierw szereg rewolucji, później budzenie ukraińskiej tożsamości narodowej, teraz wojna.
Nie sposób mieć o to pretensję do strony Ukraińskiej, oni mają swój interes w polityce historycznej i bardzo precyzyjnie go realizują. Łajać należy więc naszych polityków, dyplomatów, którzy nie trafią, nie chcą, boją się, wstydzą (proszę wybrać dowolne) zadbać o naszą pamięć i tożsamość naszego narodu!

11 lipca jest Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej. Data odnosi się do wydarzeń „Krwawej niedzieli” z 1943 r., kiedy to Ukraińcy otoczyli setki kościołów i mordowali ludzi modlących się na Mszach świętych – było to apogeum ukraińskich zbrodni, które trwały nieprzerwanie, aż do 1947 r. i dotknęły również mieszkańców naszej gminy.
Czy więc niewinne ofiary ukraińskiego obłędu doczekają się w końcu godnego upamiętnienia? Czy w panteonie narodowych bohaterów zrównamy ich z tymi, którzy zginęli w Katyniu, Charkowie i Miednoje? Czy uroczystości państwowe, czczące ich pamięć chociaż zbliżą się do tych, którymi obdarzamy bohaterów powstania warszawskiego? Czy nadal będziemy ten element naszej tożsamości spychać w kąt, bo jeszcze nie czas, jeszcze nie teraz…

Krzysztof Buczek