W ostatniej części opisu nieistniejącej wsi Zawoje w dolinie Wisłoka zapraszam do poznania ogólnego rozlokowania dawnej zabudowy, po której ślady zachowały się do dzisiaj. W odtwarzaniu tego elementu historii nieoceniona jest przedwojenna mapa Wojskowego Instytutu Geograficznego w Warszawie w skali 1: 100 000. Już pobieżny rzut oka na to opracowanie kartograficzne pozwoli nam się zorientować, jak wyglądała sieć osadnicza, dawny układ dróg i ówczesny zasięg lasu.
Mapa ta mówi nam, że Zawoje w 1938 r. liczyły 44 zagrody. Gospodarstwa skupione były na prawym zboczu doliny lewego dopływu Wisłoka, a tzw. Dolny Koniec znajdował się nad samą rzeką. Zapewne wieś swoim krajobrazem nie odbiegała od osad sąsiednich, ale miejscowy nauczyciel, Tadeusz Pajowski, w 1938 r. zanotował, że był wtedy tutaj zamieszkany budynek, który liczył sobie około 150 lat. Od innych wyróżniał się tym, że wszystkie belki jego ścian ciosane były toporem, nawet w przekroju poprzecznym, i łączone ze sobą za pomocą drewnianych kołków.
Prawdopodobnie w pierwszej połowie lat trzydziestych XX wieku mieszkańcy wsi własnym kosztem zbudowali szkołę. Niestety, nie wiemy, w którym miejscu. Szczegółowa analiza wspomnianej mapy WIG wskazuje, że mógł to być obiekt położony przy drodze do Tarnawki, odsunięty na północ od zwartej zabudowy wiejskiej. Nie ma go na starszych mapach austriackich. Z listu do redakcji czasopisma „Nasz Łemko” ze stycznia 1934 r., podpisanego „Zawijczany”, dowiadujemy się, że mieszkańcy poszukiwali w tamtym czasie nauczyciela: „Pobudowaliśmy sami za swoje pieniądze szkołę i nasi krewni przysłali nam nieco pieniędzy z Ameryki, to daliśmy przykryć szkołę blachą. Teraz chodzimy i prosimy, niech by nam dali jakiegoś nauczyciela, a oni [urzędnicy] ani w głowie nie mają, że nasze dzieci bez nauki dorastają. Od nas dużo narodu w Ameryce i Francji, to piszą, że bardzo źle bez pisma żyć na świecie. Dajcie nam jaką radę, przyślijcie jakiegoś pana, niechby nas i naszą dzieciarnię prowadził. [...] A my by pomogli mu biedować razem z nami”. Prawdopodobnie wymieniony T. Pajowski był tym pierwszym nauczycielem skierowanym do Zawoi.
Pod koniec II wojny światowej, we wrześniu 1944 r., wsie położone w dolinie Wisłoka znalazły się na linii ofensywy sowieckiej. Niemcy, planując obronę na grzbietach Zawojskiej (Putysk) i Bukowicy, wysiedlili mieszkańców Zawoi. Ale główne uderzenie sowieckie, które ruszyło 16 IX z okolic Pielni i Bukowska, skierowano na Darów i Wisłok Wielki. Jego celem było wyjście na tyły oddziałów niemieckich, broniących doliny Wisłoka. Skutek tego manewru dla Zawoi był taki, że spośród istniejących tu 47 budynków, uszkodzony został tylko jeden, a, przykładowo, w czasie walk prowadzonych w rejonie Pastwisk, zabudowa Rudawki Rymanowskiej uległa zniszczeniu w 97%.
23 kwietnia 1946 r. wsie w dolinie Wisłoka zostały objęte akcją przesiedleńczą. W tym dniu wojsko polskie zmusiło do opuszczenia swoich wsi mieszkańców Zawoi, Tarnawki i Rudawki Rymanowskiej. Ludzie z dobytkiem ruszyli na stację kolejową w Zarszynie. Dwa dni później podobną drogę pokonali Rusini z Puław i Pastwisk. Dolina Wisłoka opustoszała. Na Ukrainie przesiedleńców rozlokowano w obwodzie tarnopolskim. Przykładowo z Puław w Zbarażu i okolicy, a Tarnawki i Pastwisk w rejonie Husiatyna. Niestety, nie mam tak dokładnych danych, odnoszących się do wychodźców z Zawoi. Nie wiadomo też, co stało się z zabudową wsi i cerkwią. Kościół greckokatolicki w omawianej miejscowości posiadał 2411 ha ziemi. Po wojnie grunty te otrzymał Związek Samopomocy Chłopskiej w Rymanowie. Obecnie teren otwarty Zawoi jest ogrodzony, a latem pasą się tu koniki huculskie z Zakładu Doświadczalnego Instytutu Zootechniki w Odrzechowej.
Po dawnych Zawojach pozostały tylko: ogrodzony cmentarz z cerkwiskiem, stare drogi, dobrze widoczne miejsca po budynkach (z kilkoma sklepionymi kamiennymi piwnicami) oraz zdziczałe sady. Swoistą pamiątką jest też występujące w okolicy nazwisko Zawojski.



