Gdy zapytałem we wrześniu 2013 r. pana Stefana Holutiaka z Pastwisk o dawnych mieszkańców doliny Wisłoka, wysiedlonych po II wojnie światowej na Ukrainę, opowiedział krótkie wydarzenie: „Wracałem kiedyś do domu od mogiły w Rudawce Rymanowskiej, którą opiekuję się od lat. Była jesień i robiło się już ciemno. Minął mnie samochód, a potem się zatrzymał. Gdy podszedłem, zauważyłem, że ma ukraińskie numery rejestracyjne. Kierowca powiedział, że mnie podwiezie. W środku była rodzina spod Tarnopola. Wracali z Wisłoczka. Przyjechali z ojcem, który się w tej wsi urodził. Zostawili mi adres, ale teraz go nie znajdę. Przyślę go panu”.
Po tygodniu od tej rozmowy otrzymałem list z adresem pana Iwana Białko. Ten wychodźca z Wisłoczka mieszkał w Podhajcach niedaleko Tarnopola. Zadzwoniłem do tamtejszej „Silskiej rady”. Odebrała kobieta, która po krótkiej rozmowie poleciła mi, abym się nie rozłączał. Po chwili słuchawkę podniosła córka p. Białko, która pamiętała pasażera z Pastwisk. O tacie, Iwanie, wówczas w wieku 86 lat, powiedziała: „Ma znakomitą pamięć. Lubi opowiadać o swoim Wisłoczku. Można do niego przyjechać”. Rankiem 23 listopada 2013 r. wspólnie z kol. Z. Dębickim byliśmy już w Podhajcach.
Ojciec pana Iwana był sołtysem w Wisłoczku w latach 1935 – 45. Trzykrotnie był w Ameryce, dlatego jego rodzina nosiła przydomek „Do Amerykana”. Iwan Dmytryk, który był w UPA i którego odział w styczniu 1946 r. kwaterował w Wisłoczku, wspominał: „Mnie i jeszcze trzech strzelców przydzielono do chaty „Amerykanina”, jak sam się nam przedstawił. Na krótko przed wojną wrócił z pracy w Ameryce” (Dmytryk I, W lasach Łemkowszczyzny, 1992, s. 102). Dom Białków w Wisłoczku był trochę niżej od cerkwi i po drugiej stronie potoku płynącego przez wieś.
Na wstępie poprosiłem swojego informatora o ogólny obraz dawnego Wisłoczka. O nazwy gór wokół wsi, jakie zapamiętał z młodych lat. Pierwszą wymienił górę Dział (hora Dił), która „wyglądała jak wulkan. Baliśmy się, że wybuchnie. Miała trochę lasu - jodła (jałyna) i sosna. A teraz, jak byłem tam pięć lat temu, to wydawała się niewysoka. Jak był górny koniec (horisznyj kinec), to las nazywali Jawornik (Jawirnyk). Od Jawornika do Działu Wołtuszowskiego (Dił Wołtuszowśkyj) ciągnęła się Wierchowa (Werchowa). Miała więcej niż dwa kilometry. Była od strony Deszna i Królika. Tam stoi kapliczka. Mój tato opowiadał, że nasi przodkowie żyli na tej Wierchowej, ale bardziej od strony Jawornika. Tam była kiedyś wieś i nazywała się Polany. Ale silne śniegi i wiatry spowodowały, że ludzie przenieśli się w dolinę”. Gdy zapytałem o nazwę Kiczera (Kyczera), odpowiedział lakonicznie, że była górnym końcu. Według mojego rozmówcy wzgórze 590 m, wyrastające w grzbiecie zamykającym dolinę Wisłoczka od strony wschodniej, miało nazwę Kamieniec. Pola położone po obu jego stronach to odpowiednio: Pod Kamieniec i Za Kamieniec.
Pan Białko pamiętał doskonale hydronimy swojej rodzinnej wsi. O potoku Sadwar, który ma swoje źródła między Jawornikiem a Działem, mówił: „Tam latem była taka chłodna woda, jak lód. Była nie tylko zimna, ale niespokojna. Taka kotłowań”. Podał mi nazwy dwóch cieków w zachodniej części miejscowości, między zabudową a kapliczką na Wierchowej: Bliźni (Błyżni), co oznacza ‘bliski’, i Dalni (Dalnyj). Strumień powstały z ich połączenia, który uchodzi poniżej wsi, gdzie główna dolina zmienia kierunek z południkowego na wschodni, to Kotelnyk. Polski odpowiednik tego słowa ma postać kocielnik. Można łączyć go z wyrazem kocić się, np. w znaczeniu ‘dolina, w której rozmnażały się jakieś zwierzęta’. Miano to wpisuje się w dość liczne w Karpatach nazwy typy Kotelnica, Kotylniczny Wierch. Respondent mówił: „Kotelnyk to potok, który uchodził do rzeczki, gdzie byli Rabady. To był wodny potok”. W miejscu, które przywoływał Białko, ma ujście jeszcze jeden ciek, płynący z północnego wschodu, dziś posiadający pamiątkową nazwę - Rabadów.
Mój respondent wyjątkowo precyzyjnie odtworzył drobne nazwy pól, które ciągnęły się od domu rodzinnego, położonego blisko cerkwi, na zachód do granicy z Królikiem Polskim i na wschód pod wieś Zawoje. Były to miana powszechne w nomenklaturze łemkowskiej, np. Roztoka, Łaz, Staje, Dołyny, Pasiki. Zamieściłem je na załączonej mapie nazewniczej Wisłoczka.
W 2013 r. udało mi się nawiązać kontakt telefoniczny, a później listowny z dawną mieszkankę górnego końca Wisłoczka - panią Nadią Laszczyńską (z domu Demczuk). Jej kijowski adres otrzymałem od pana Bogdana Zalisza. Pani Nadia swój list, napisany w grudniu w 2013 r., otwierała słowami: „Jestem Wam bezgranicznie wdzięczna za pamięć o mojej rodzinnej wsi. Ona w moim sercu, jak słońce na niebie. Ja nią żyję w pamięci i często mi się śni”. Wywiad z respondentką rozpoczął się od ustalenia jej dawnego miejsca zamieszkania: „Nasza chata była w górnym końcu wsi, pod lasem Jawornik (Jawirnyk). Nas było tam trzy domy: Fedora Smolija, Wasyla Sentyka i Wasyla Demczuka. [...] Od mojej chaty w stronę wsi była wielka łąka. Za nią, w odległości około 150 m, zaczynała się wieś”. Nikłe ślady tych trzech budynków widoczne są jeszcze dzisiaj, ale obecnie teren ten zajął już las.
Respondentka pamiętała topografię rejonu Jawornika. Z listu dowiadujemy się, że: pole na wschód od jej miejsca zamieszkania to Pakuszówka (Pakusziwka). Za nim ciągnęła się góra Dział (Dił), która porośnięta była przez jałowce. Dalej położony i równy wierch miał nazwę Polana. Przez Dział i Polanę prowadziła droga do Polan Surowicznych. Kiedyś były tam pola, a dzisiaj jest las.
Górę Dział znamy z wcześniejszych opisów Wisłoczka. Nazwa pola Pakuszówka, położonego na grzbiecie opadającym spod Jawornika na północ, jest dzierżawcza. Nazwiska Pakusz i Pakosz były w miejscowości do 1946 r. Według przekazów Pakosze i Hocki byli pierwszymi, ruskimi osadnikami w Wisłoczku. Miejscowy nauczyciel przed wojną zanotował, że przedstawiciele tych rodzin „są wysokiego wzrostu, o twarzy okrągłej i mają czarne włosy na głowie”. Polana to określenie wyrównanego grzbietu między Jawornikiem a Działem, górującego nad Pakuszówką, obecnie zalesionego. Prowadzi wzdłuż niego szlak Jaga - Kora.
Spośród kilku nazw dawnych polan leżących na zachód i północny zachód od szczytu Jawornika, ciekawe są dwa miana kulturowe, związane swoją treścią z gospodarką pasterską. Pani Nadia pisała: „Od Jawornika w stronę Królika ciągnął się las, [który] nazywali Szałaszyska (Załaszyska), a między Jawornikiem a Szałaszyskami była polana (pole czyste - sianokos). To było bardzo blisko do wsi Szklary. Jak bydło (chudobę) paśli, to [tam] schodzili się pastuchy. A chudoba miała dzwonki na szyi, aby się nie zgubiła”. Podczas rozmowy telefonicznej udało mi się uściślić, że chodzi o miejsce z sezonową stajnią, zaznaczoną na mapie WIG z 1937 r. Ponadto moja respondentka nazwała je wołoskim słowem Koszara. Nie sposób na kilku stronach opisać historię nazw i ich odzyskiwania z pamięci dawnych mieszkańców. Łącznie z Wisłoczka udało mi się udokumentować ponad pięćdziesiąt mian terenowych, podczas gdy mapy topograficzne nie zawierały ich więcej niż pięć. Omówione nazewnictwo to tylko jeden z wielu tematów rozmów przeprowadzonych z autochtonami. Zatem zapewne jeszcze wrócimy do historii tej wsi pod Jawornikiem.
Wojciech Krukar