Historia Łazów nigdy nie została spisana, nie zapisano również przypowieści krążących wśród mieszkańców wsi o czasach przeszłych. W źródłach archiwalnych również niewiele można znaleźć, a źródła te są dostępne głównie dla badaczy historii (np. Państwowe Archiwum Historyczne Ukrainy we Lwowie).
Niewielka wzmianka dot. czasów wczesnośredniowiecznych Rymanowa i okolic zawierająca informację o stanowisku osadnictwa zlokalizowanego na terenie Łazów występuje w publikacji M.Parczewskiego: Początki sąsiedztwa polsko-rusko-słowackiego w świetle danych archeologicznych. Kolejna informacja związana z tą miejscowością zawarta jest w tzw. Metryce Józefińskiej, opisującej szczegółowo pod kątem polityki fiskalnej dworu wiedeńskiego wsie i miasteczka galicyjskie. Grunty miejskie rozpościerały się na trzech niwach: .., druga, zw. Łazy, zasadzała się na gruntach przy posadzie Niżnej, aż do pół wsi Milczy; (Rymanów, dzieje miasta i Zdroju, opracowanie zbiorowe pod redakcją Feliksa Kiryka, s.95, 1985).To tyle co dotyczy najstarszych dziejów wsi, a właściwiej byłoby używać nazwy przysiółka rymanowskiego Łazy.
Z nowszej historii Łazów należy wspomnieć lata 1955 - 1960, kiedy to mocą uchwały Miejskiej Rady Narodowej odłączono od miasta Łazy i włączono je do Gromadzkiej Rady Narodowej Posada Dolna, a 1 stycznia 1960r. włączono ponownie do Rymanowa z całą gromadą Posada Dolna. A wieś Łazy zlokalizowana była w wąwozie potoka bez nazwy. Była i jest wsią rolniczą . Zwyczajowo dzieliła się na trzy części : Łazy I , II i III czyli Dolina. Największą częścią były Łazy II i tutaj mieściły się najważniejsze "Instytucje" czyli Sołtys, szkoła, sklep i biblioteka.
Sołtysem wybierany był zwyczajów chłop z II Łazów. Przyczyn mogło być wiele; najwięcej uczestniczących osób w wyborach sołtysa mieszkało w Łazach II, sołtys mieszkał pośrodku miejscowości, wszyscy chodzili na zakupy do sklepu i dzieci chodziły tu do szkoły. Szkoła w Łazach została wybudowana pewnie jeszcze podczas zaborów. Był to budynek drewniany, jednoizbowy ogrzewany piecem zw. kozą. Posiadał sień, w której była również szatnia (w okresie zimowym wieszak na ubrania stał w sali lekcyjnej) i drewutnię, gdzie przechowywano opał do pieca. Porządek w szkole utrzymywała woźna, która w okresie zimowym przychodziła ok. 5 rano i paliła w piecu. Dzięki jej pracy w szkole zawsze było ciepło. Nauka w szkole odbywała się na dwie zmiany i nauczano w klasach łączonych. Na I zmianę przychodziły dzieci z klasy III i IV , na II zmianę przychodziły dzieci z klasy I i II. Zajęcia prowadził jeden nauczyciel. Łącznie liczba dzieci w szkole wahała się od 15 do 10 osób w ciągu roku szkolnego. Jeżeli do klasy miało przyjść tylko 1 dziecko to zwykle szło do szkoły rok później i było dołączane do młodszego rocznika. Należy też w tym miejscu wspomnieć o nauce religii. Po wojnie przez kilka lat dowożono księdza z Rymanowa na religię do Łazów , ale ostatecznie zrezygnowano z tego pomysłu i lekcje religii odbywały się na wikarówce.
W każdą sobotę na godz. 15 dzieciaki szły po lekcjach w szkole pieszo na religię do Rymanowa, sporadycznie rodzice organizowali furmankę, by je odwieźć w zimowe mroźne lub śnieżne soboty . Sobotnie religie w Rymanowie były wielką atrakcją dla dzieciaków żądnych nowych wrażeń. Przede wszystkim religia była niezmiernie ważna dla nich i ich rodziców, a historia Jezusa mocno zapadała w ich serca. Drugi powód również ważny to możliwość zakupów tj. dostawało się 2 zł lub 3zł , i człowiek mógł zaszaleć. Zwykle kupowało się oranżadę ( w kogutku na rynku) i bułkę . Ten smak pozostał do dzisiaj, a zapach świeżego pieczywa na rynku rymanowskim prowadził prosto do sklepu piekarskiego. W 1968r. oddano do użytku nową szkołę: murowaną , która miała jedną klasę lekcyjną ,mini salę gimnastyczną, gabinet nauczyciela, bibliotekę, zaplecze kuchenne (toalety były jeszcze na zewnątrz). Druga część budynku przeznaczona była na mieszkanie dla nauczyciela. W latach 80-tych ubiegłego stulecia szkołę zamknięto z powodu braku dzieci. Obecnie, od kilku lat, mieści się w tym budynku Dzienny Dom Pomocy Społecznej prowadzony przez LGD Dorzecze Wisłoka.
Drugim bardzo ważnym punktem we wsi był sklep prowadzony przez Gminną Spółdzielnię "Samopomoc Chłopska" w Rymanowie. Sklep prowadzony był w wynajmowanej przez GS części domu prywatnego i pracował w nim właściciel tego domu. Do obowiązków sklepowego należało również zaopatrzenie sklepu w towary. Polegało to na tym, że należało mieć konia i odpowiedni wóz i raz lub dwa razy w tygodniu pojechać do magazynów GS-u w Rymanowie i przywieźć towar oraz chleb i kiełbasę z gs-owskiej masarni. Po kiełbasę należało, wczesnym rankiem ok 6 rano, udać się do masarni i otrzymać zarezerwowaną ilość kiełbasy. Kto przyszedł późno mógł już nie dostać zamawianego towaru, bo kiełbasy brakło w masarni. Sklep był też centrum kulturalnym wsi. Tu co wieczór spotykali się mieszkańcy na zakupach, co niektórzy raczyli się piwem z browaru w Zarszynie lub winem owocowym nazywam przez niektórych degustatorów z francuzka "La patik". Było to też miejsce wakacyjnych spotkań dzieciaków z całej wsi. Sklep pracował w dwóch porach dnia: rano i wieczorem (bez ustalania godzin).
A jak czas spędzały dzieci? Najważniejsze obowiązki związane były ze szkołą, kolejne to pomoc w gospodarstwie i pasienie krów. Do szkoły chodziło się na godz. 8 : dzieci starsze i na 11: dzieci młodsze. Po lekcjach należało szybko wrócić do domu , ponieważ latem należała do obowiązków dzieci pomoc rodzicom na tzw. polu . Pomoc to wiosną sadzenie ziemniaków, później ich okopywanie , przedzieranie buraków, plewienie grządek, przewracanie skoszonego siana. Latem zaczynały się żniwa , a później młocka. W latach 60 tych w Łazach założono Kółko Rolnicze, które zakupiło maszynę do omłotów szerokomłotną. Gospodarze po wysuszeniu zboża zwozili je do stodół i gdy zaczął się sezon młotny maszyna jechała od domu do domu i po kolei młócono zboże. Była to bardzo nowoczesna maszyna , gdyż od razu czyściła zboże z plew i do worów leciało już czyste zboże. Gospodarze, którzy młócili swoimi maszynami tzw. wąskomłotnymi musieli zboże jeszcze młynkować, by oczyścić je z plew. Jesienią zaczynały się wykopki ziemniaków, buraków pastewnych, suszono jeszcze otawę.
I od wiosny do późnej jesieni było pasienie krów. Fajnie, gdy rodzice posiadali własne pastwiska , można było krowy spętać powrozami i pasły się przez dwie godziny, a taki "wylajtowany" pastuch mógł czytać książki , uczyć się na kolejny dzień do szkoły. Gorzej mieli ci, co paśli krowy na powrozach na miedzach między zagonami. W Łazach większość gospodarstw miało łąki przeznaczone na pastwiska. Jeżeli te pastwiska były obok siebie to był raj dla dzieciaków. Mogły urządzać różne gry i zabawy, ale wtedy kończyło się to zwykle tym, że krowy weszły w szkodę, a za takie coś obrywało się burę od rodziców albo i sąsiadów.
Zima to był raj dla dzieci: śniegu sypało tak dużo , że między niektórymi chałupami dorośli musieli kopać tunele, by przejść z domu do domu, można było na sankach zjeżdżać nawet z dachu domów (jak rodzice albo dziadkowie nie widzieli). Przez wieś prowadziła główna droga wyjeżdżona saniami konnymi , śnieg był ujeżdżony jak na stoku narciarskim, więc stanowił naturalną nartostradę lub sankostradę. Gdy przychodziła odwilż robiły się naturalne rozlewiska , które zamarzały i można było do woli ślizgać się na butach, a jeżeli ktoś miał łyżwy to na łyżwach. Niestety takich szczęśliwców było mało. Główną więc potrzebą było wyślizganie odpowiednie butów, co należało skrupulatnie ukryć przed rodzicami.
I wakacje. Do dziadków na wakacje zjeżdżały dzieci z całej Polski, było więc z kim się bawić. Wakacje zaczynały się od sobótki palonej na Zamczysku. Tajemniczości temu miejscu dodawały legendy i opowiadania starszych: o zapadniętym zamku, tajemniczych drzwiach pod ziemię , słyszanych krzykach i tajemniczych jękach. A do tego szum drzew bukowych i palone ogromne ognisko dodawało pikanterii całemu wieczorowi świętojańskiemu. Właściciele łąk starali się zebrać siano przed wieczorem 24 czerwca, bo zwykle jak zabrakło suszu na ognisko dorzucano siano z pobliskich kop. Zabawy, śpiewy i inne rzeczy trwały prawie do białego rana.
Dawne Łazy to wieś , która żyła od wczesnych godzin rannych do późnej nocy, a rytm dnia wyznaczany był przez naturę. To wieś, gdzie ludzie ciężko pracowali w polu, by mieć środki do życia, gdzie by dostać się do środków komunikacji (autobus, pociąg) należało zwykle piechotą przejść kilka kilometrów w różnych warunkach pogodowych. Wieś , gdzie przez wiele dziesięcioleci młodsi i starsi mężczyźni udawali się na Węgry do pracy jako murarze i lastrikarze, z czego słynęli w całej okolicy jako wspaniali fachowcy. A kobiety same prowadziły w tym czasie gospodarstwa, orząc ziemię, kosząc siana i radząc sobie ze wszystkimi pracami w gospodarstwie. Wieś, gdzie wiedza i nauka była najwyższą wartością, bo dawała możliwość zdobywania świata. Łazan można było spotkać na wielu eksponowanych stanowiskach w przemyśle, szkolnictwie , medycynie, wojsku w całej Polsce.
A jak spostrzega wieś Łazy obecnie turysta. To niewielka osada, pięknie położona w dolinie, ukryta między lasami i sadami pozostałymi po licznych zaginionych domach, gdzie kiedyś tętniło życie, a teraz jedynie wiatr opowiada dawne historie. Zakątek w gminie Rymanów , gdzie można zachwycić się kwitnącymi czereśniami i zapachem lip, gdzie można usłyszeć ciszę rozrywaną śpiewem skowronka.