Genialny malarz, dramaturg, architekt i wizjoner. Dwukrotnie przebywał w Rymanowie Zdroju, pierwszy raz przyjechał tu 120 lat temu. Gdzie bywał? Z kim się spotykał? Jak upamiętnił swój pobyt na rymanowskiej ziemi?
Stanisław Wyspiański po raz pierwszy wysiadł na stacji kolei żelaznej w Rymanowie /stacja Wróblik/ latem 1901 roku. Przybył tu z całą rodziną: ciężarną Teosią i trójką dzieci: usynowionym Teodorem, Heleną i Mietkiem. Wynajęli powóz i zajechali do Deszna, małej łemkowskiej wioski. Zamieszkali w chacie niedaleko cerkwi. Dotarcie stąd do Domu Zdrojowego zajmowało twórcy 45 minut. Codziennie bywał na kąpielach w łazienkach mineralnych. Często można go było spotkać na deptaku, gdzie spacerując, popijał wodę Tytus. Nie przyjechał tu przypadkowo, doktorzy zalecali mu wody ze źródeł jodowo-bromowych dla podratowania złego stanu zdrowia. Nad kuracją wieszcza czuwał lekarz zdrojowy dr Jan Regiec, jeden z założycieli Polskiego Towarzystwa Balneologicznego. Nic dziwnego, że już niebawem Wyspiański mógł donieść w liście do swojego mecenasa, krakowskiego bakteriologa, Juliana Nowaka: „…czuję się zdrowszy niby”. Po zabiegach uzdrowiskowych twórca powracał do mieszkania i prowadził dyskusje z Szymonem Matusiakiem, polonistą, dyrektorem seminarium nauczycielskiego w Krośnie. Panów szczególnie zajmowały Mickiewiczowskie „Dziady”. Artysta planował wycieczki po okolicy, o czym czytamy w świetnej biografii Moniki Śliwińskiej„Wyspiański. Dopóki starczy życia”. Wybierał się do Dukli i Żmigrodu, zamierzał odwiedzić 100 wiosek i obejrzeć 100 kościołów.
Już 19 sierpnia 1901 roku poeta zdawał się jednak mieć dość wakacji – „głowę mam jak kocioł od ciągłego wrzasku dzieci i płaczu, i krzyku – nie wypoczywam wcale, mimo iż absolutnie nic nie robię”. Pięć dni później Wyspiańscy już byli spakowani i gotowi na powrót do Krakowa. Na pożegnanie artysta wpisał się do pamiętnika nastoletniej Janiny Zapolskiej:„Hej las rymanowski za mgłą…. ” Wiersz napisany ołówkiem na 13 stroniczkach niewielkiego kajetu w drewnianych okładkach. Jego właścicielka wspominała: „… Będąc małą dziewczynką, bawiłam z matką w Rymanowie, gdzie również lato spędzał Wyspiański z rodziną. Wyspiańskiego często widywaliśmy, najczęściej w domu zdrojowym, gdzie chętnie siadał w restauracji przy naszym stoliku. Na moją prośbę napisania wiersza zgodził się od razu, a wiedząc, że rodzina mojej matki pochodzi z Litwy, zaimprowizował wiersz wprowadzając motyw litewski”.
Za drugim razem Wyspiański przyjechał do Rymanowa Zdroju w pierwszym tygodniu lipca 1903 roku, już sam, bez rodziny. Zamieszkał w niedawno oddanym do użytku secesyjnym pensjonacie Leliwa, uważanym wtedy za najładniejszą willę w Zdroju. Poeta wynajął jeden z pokoi na poddaszu, tzw. gołębnik. Nie stać go było na lepsze lokum, bo rymanowska kuracja nie była na każdą kieszeń. Ówczesny właściciel uzdrowiska, Jan Potocki, chętnie widział w swoich progach raczej dobrze sytuowanych kuracjuszy. „Kąpię się tutaj w ciepłej wodzie i słonych rachunkach” – pisał z ironią Wyspiański do Juliana Nowaka. Ciotce Janinie Stankiewiczowej donosił zaś:„biorąc zdrowotne kąpiele i popijając wodę z rymanowskiego źródła, czuje się z każdym dniem lepiej”. W liście do Adama Chmiela, dyrektora Archiwum Akt Dawnych Miasta Krakowa, stwierdzał: „…kąpię się co dzień, żeby jak najprędzej skończyć ten pobyt przymusowy. Dzisiaj biorę kąpiel 14 –tą, a mam jeszcze wziąć 16-ście”.
Lekarze zalecili mu absolutny wypoczynek. Nie wolno mu było malować, pisać ani czytać. Wyspiański jednak nie był człowiekiem, który mógł do takich zaleceń się dostosować i bezczynnie trwać. Artysta wykreślił nowy układ alejek spacerowych w rymanowskim parku, niestety z projektu Wyspiańskiego nie ostała się ani jedna z zaplanowanych ścieżek. Stworzył też dwa przejmujące wiersze: „Gdy przyjdzie mi ten świat porzucić” oraz „Niech nikt nad grobem mi nie płacze”. Wysłał je w listach do zaprzyjaźnionego aktora Leona Stępowskiego. Pierwszy wiersz powstał 7 lipca 1903 roku, drugi trafił na karty, starannie zapisane atramentem, 10 dni później. Wiersze nie są optymistyczne, bo według wspomnień lekarza zakładowego w Rymanowie, doktora Eugeniusza Weigla, który często spotykał się z Wyspiańskim, twórca był w stanie silnej depresji. Pewnie dlatego unikał kontaktów towarzyskich i uciekał w plener. Szczególnie upodobał sobie spacery na górę „Posadzką” czy do kościółka w Klimkówce. W przechadzkach towarzyszył mu jednak ksiądz Czaykowski, znawca filozofii starożytnej. Razem „psowali zdrowie, dodając mocy duszy”. A chodzili to po Rymanowie, to po … Troi -Wyspiański był bowiem pochłonięty tworzeniem „Achillesa”. Dramat ten dedykował właśnie „towarzyszowi nocy w Rymanowie, w księżycowej, świerkowej głuszy”. To tu objawił mu się też po raz pierwszy teatr cieni – zwraca uwagę prof. dr hab. Maria Prussak z Instytutu Badań Literackich PAN. Jeszcze siedem miesięcy po powrocie do domu Wyspiański miał w pamięci rymanowskie obrazy: „Dziś jeszcze w oczach las tej nocy stoi”.
Podczas wakacyjnej kuracji artysta złamał nie tylko nakaz odpoczynku od pisania. W swoim pokoiku w Leliwie namalował na ścianie słoneczniki. Niestety, fresk nie zachował się do naszych czasów, a sam budynek wymaga gruntownego remontu. Można byłoby stworzyć w nim małą izbę pamięci poświęconą Stanisławowi Wyspiańskiemu. Stanowiłoby to nie lada gratkę dla kuracjuszy i turystów, którzy wędrując biało-czerwonym szlakiem w Bieszczady, mieliby możliwość spotkania śladów genialnego twórcy. Jedno jest pewne, dzięki Wyspiańskiemu rymanowski pejzaż na zawsze wszedł do kanonu polskiej literatury.
Zygmunt Pelczar